Łódzkie – miejsca, w których straszy

Gotycko - renesansowy zamek w Drzewicy
W latach 1620-1635 w wieży drzewieckiego zamku przeprowadzono 22 próby powietrza | fot.: stock.adobe.com

Zamki, ruiny, zapomniane domy, mieszkania z dziwną historią, opuszczone i nie szpitale, nawiedzone kaplice, cmentarze, kirkuty i lasy, pałace oraz hotele – są takie miejsca, w których straszy jak wszyscy diabli. Kto wie, czy to właśnie nie diabli nadali i dlatego w nich straszy, ale łódzkie nie jest odosobnione.

Emeryci, eksploratorzy, grupy historyczne, pracownicy klubów, wróżki oraz kierownicy zaświadczają, poświadczają i klną się na wszystkie świętości – albo wprost przeciwnie – że straszy w tych miejscach. Głusi zaczynają słyszeć szepty, niewidomi widzą świetliste tunele, głodni najadają się strachu, a emeryci dostają trzynastkę. Jesteś gotów na poznanie najbardziej przerażających miejsc w województwie łódzkim, w których strach to chleb powszedni, zmory spacerują o poranku, a ćmy usychają z pragnienia, bo upiory wyssały wodę?! Ostrzegaliśmy!

Straszy w Zamku w Drzewicy! Nigdy nie jesteś zbyt odważny, by przestać się bać!

Pierwsze koty przez płoty albo strachy na Lachy – Ruiny Zamku Arcybiskupów w Drzewicy. To gotycko-renesansowa budowla z pierwszej połowy XVI wieku otoczona dwiema fosami i wałem ziemnym. Szczególnie niechlubną przeszłość ma północno-zachodnia wieża, gdzie zrzucano czarownice podczas próby powietrza. Znana inkwizycyjna biblia „Młot na czarownice” została wydana na początku XIII wieku, ale to nie przypadek, że księgę przetłumaczono na polski w 1612 roku.

Dla ludzi o mocnych nerwach, którzy pragną mocnych wrażeń?

W latach 1620-1635 w wieży drzewieckiego zamku przeprowadzono 22 próby powietrza. Kobiety zrzucono ze szczytu wieży, kneblując im uprzednio usta, aby nie wzywały diabła nadaremno. To nie przypadek, liczba 22 to anielska wielokrotność cyfry 2! A Szatan, czyli Lucyfer również był aniołem. W zasadzie jest! Od lat 1990 roku zamek jest własnością prywatną. Właściciel jednak zabezpieczył ruiny, żeby nikt niepowołany nie mógł się przechadzać.

Warto przeczytać!  Myślisz o relaksującym i zarazem inspirującym wypadzie zagranicznym? Odkryj uroki Malty!

Zemdlał z przerażenia!

Jednak podczas prac przygotowujących do renowacji jeden z robotników – który klął się na wszystkie świętości – opowiadał, że równo o godzinie 2:22 zobaczył mglisty kształt o kobiecej sylwetce unoszący się przy kaplicy nieopodal wieży. – Raz zaszedłem tam, żeby zebrać narzędzia, bo w dzień zapomnieliśmy. W zamku było cicho, jak makiem zasiał, ale gdy żem podszedł do wieży, to usłyszał żech jakby westchnienie. Nie jestem strachliwy, ale coś mnie ścisnęło w piersi. Gdy spojrzałem w górę wieży, zobaczyłem, jak spływa po niej mgła jakby kobieta albo mara jakaś, aż poczułem, jak włosy stają mi dęba na plecach. Postać zsunęła się w dół i podpłynęła do mnie, zobaczyłem tylko jej ogromne oczy i zemdlałem – relacjonował pan Wojciech. Gdy się ocknął, na zegarku było godzina dokładnie 2:22.

Warto przeczytać!  Wyspy, które koniecznie musisz zobaczyć

Zakonnica w przebraniu czy zjawa?

Na szczęście nic więcej się nie stało. To jednak nic w porównaniu z przeżyciami, których doznało małżeństwo z dzieckiem. Chcieli zobaczyć zamek, a była już późna jesień i się wieczerzało. Gdy przyjechali, nie mogli wejść do zamku, bo odgrodzony jest balustradami. Gdy jednak zobaczyli zakonnicę w środku, spytali się, czy wpuści ich do środka.

– Zobaczyli ją na dziedzińcu, jak wychodziła z kaplicy. Miała ciemny brązowy habit przepasany sznurem oraz czarny welon na białym czepcu. Gdy zobaczyła nas, odwróciła się i weszła z powrotem do kaplicy – opowiadali działacze Lokalnej Grupy Działania „Nad Drzewiczką”. Spotkali małżeństwo następnego dnia, gdy ci próbowali się dowiedzieć czy można wejść do zamku. Myśleli, że zakon dalej tam działa. Zdziwili się, gdy dowiedzieli się, że przestał funkcjonować na początku XIX wieku po pożarze, który strawił budowlę.

Straszy w Łodzi? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie!

Czy w Drzewicy straszy? Ludzie twierdzą, że tak! A w Łodzi! Oczywiście, tak duże miasto ma wiele miejsc, gdzie świadkowie widzą zjawy, postacie z przeszłości, a nawet błąkające się psy. Stara kamienica koło rogu ul. Jaracza i Kilińskiego, domek w podwórzu na ul. Narutowicza, Pałac Juliusza Kindermanna na ul. Piotrkowskiej albo owiany złą i mroczną sławą niesłynny „dom pod bluszczem”, czyli dawna kamienica Klemensa Elsnera przy ul. Gdańskiej.

Warto przeczytać!  Najciekawsze i najrzadsze zjawiska naturalne na świecie

Siedem kropek ma i leci do nieba, aby przynieść kawałek…

Duch fabrykanta szukający monet w Pałacu Poznańskiego przy ul. Ogrodowej albo siwy pies na cmentarzu żydowskim w Łasku to mały pikuś, jeśli porównać to do krew mrożących w żyłach sytuacji, do których dochodzi w Biedronce przy ul. Woronicza. I nie chodzi o cofający się zegar, by wydłużyć czas pracy albo wyglądającego przez okno ducha, którego widzieli taksiarze z pobliskiego postoju taksówek. Jednych krew zalewa, w innych biją fale gorąca, a jeszcze innym się nie przelewa w portfelu. A niektórzy wtykają szpilki. To nie ludzie – to wilki!

Wystarczy wyobrazić sobie taką sytuację. Powrót do pracy po 16 godzinach, człowiek zmęczony jak koń po westernie tudzież zajechany jak cygana skrzypce. Głody niczym wilk i marzy, żeby w końcu wbić na kwadrat i powalić się do wyra – pal licho, nawet z butami. Dwa banany w ręku, porządny kabanos, do tego litrowy izotonik – żadne tam bezglutenowe humusy, batony proteinowe, ciasta marchewkowe czy koktajle serowe. Ślinka cienkie, jeść się chce, a tu kolejka do kasy jak do Krakowa. I tylko jedna kasa czynna. I jeszcze te głodne kawałki z głośników…

Jedyne czego można się najeść, to strachu.

PKU