Kobieta w oknie – thriller w Netflix

kobieta w oknie

Dobry thriller jest dla niektórych niczym balsam dla duszy.  Odrywa myśli od problemów dnia codziennego, wciąga i pozwala zapomnieć o otaczającym świecie. Naprawdę dobry film z tego gatunku zmusza mózg do działania, i daje powody do rozmyślań na przynajmniej kilka kolejnych dni. „Kobieta w oknie” – czyli thrillerowa nowość od Netflixa. Czy warto? 

O czym to jest?

Netflixowe hity można albo kochać albo nienawidzić. Z pewnością jednak duża ilość wielbicieli filmowych doznań znajdzie materiały odpowiadające indywidualnym oczekiwaniom i preferencjom. Niedawno w ofercie pojawiło się coś dla fanów thrillerów, czyli film „Kobieta w oknie”. Agorafobia to lęk przed przebywaniem w otwartej przestrzeni, ale także miejscami publicznymi i skupiskami ludzi. Cierpiąca na nią pani psycholog to główna postać w filmie, która w pewnym momencie zaczyna szpiegować swoich sąsiadów. Wydaje się to dziwne, jednak powód jest logiczny. Nagle bowiem zaprzyjaźniona sąsiadka bohaterki znika, a o braku przypadku świadczą określone wydarzenia, które budują napięcie. Dodatkowo scena brutalnej zbrodni, której świadkiem jest główna bohaterka sprawia, że cała akcja robi się naprawdę ciekawa. Opisane wydarzenia to nie jedyny powód do zmartwień głównej bohaterki. Funkcjonowania nie ułatwia jej fakt, że straciła rodzin i pracę. To naprawdę potężna lawina negatywnych emocji i strachu. Czy może być jeszcze gorzej? Historia przedstawiona w filmie pokazuje, że tak.

Kobieta w oknie – garść informacji

Film trwa nieco ponad półtorej godziny. Obsada jest iście gwiazdorska: Julianne Moore, Gary Oldman, Amy Adams czy Anthony Mackie to tylko niektóre znane nazwiska, które wystąpiły w tym thrillerze. Zdjęcia do filmu zostały nakręcone w Nowym Jorku. Muzyka, montaż i reżyseria to kwestie, które zdecydowanie zasługują na pochwałę w tej realizacji. Ostatnie pół godziny filmu to prawdziwe napięcie dla widza, które uwielbia czuć każdy fan thrillerów.

Dla fanów wrażeń książkowych, na pewno dobrą informacją okaże się fakt, iż pierwowzorem do powstania filmu była właśnie książka. Jej autorem jest Daniel Mallory, a książka nosi ten sam tytuł co film. Z pewnością warto sięgnąć po tę pozycję, ponieważ w wielu krajach stała się bestsellerem. Książka zawiera więcej ciekawych wątków, których zabrakło w filmie.

Czy to dobry thriller

Każdy ma inny gust, jednak fani thrillerów z pewnością są wymagający. Film może powodować uczucie zawiedzenia wielu z nich, jednak z pewnością warto go obejrzeć. Akcja wciąga, jednak nie tak bardzo jak inne znane tytuły. Jeśli film nie spełni oczekiwań, dobrym pomysłem okaże się przeczytanie książki o tym samym tytule. Moc wyobraźni i ciekawe wątki, których nie ma w filmie sprawią, że doznania będą zupełnie inne. Kobietę w oknie warto obejrzeć choćby dla aktorów i ich świetnej gry. Kluczową myślą w czasie oglądania filmu wydaje się to, czy główna bohaterka faktycznie widziała coś w oknie sąsiadów, czy może jednak ma urojenia. Chcesz się przekonać i rozwiązać zagadkę? Koniecznie obejrzyj thriller „Kobieta w oknie”.

SZA

Zestawienie najgłośniejszych, najbardziej kontrowersyjnych filmów ostatnich 5 lat

taśma filmowa

Filmy potęgą są i basta! Mogą wpływać na nasze przekonania, kształtować naszą moralność i wymuszać nasze zachowania. Z tego powodu, kiedy wprowadzają kontrowersyjne i skandalizujące tematy, wielu ludzi zaczyna je badać czy nie stanowią zagrożenia dla społeczeństwa. Niektóre kontrowersyjne filmy mają na celu jedynie zszokowanie, inne wykorzystują przestarzałe, bigoteryjne przekonania, a jeszcze inne je kwestionują. Są też takie, które robią to wszystko, a są też inne, które stają się skandalizujące i kontrowersyjne spoza filmowych powodów.

Wprawdzie przez ostatnie 5 lat powstało mnóstwo tego typu filmów i trudno wybrać faworytów, dlatego kluczem wyboru nie będą konkretne tytuły, a lata. Jakie są tego korzyści? Więcej filmów, czyli więcej oglądania, więcej do oceniania i więcej tematów do przemyśleń. Oby tylko nikogo nie rozbolała głowa. A co jeśli tak się stanie? „Uciąć głowę” – powiedziałaby „Królowa z Alicji w krainie czarów”. Bezapelacyjnie do samego końca. A bandyta z Velen, to nawet by do niej nasikał. Wiedźmin Geralt to potwierdzi.

2016

Uff, jaki to piękny rok. Dlaczego? Bo nie trzeba wspominać „50 twarzy Greya”, co też właśnie uczyniliśmy. Ups. Piłka, kiłka, mogiłka. Mało czasu, krucabomba, ale powstało kilka interesujących tytułów, które były skandalizujące, ale czy skandaliczne? I czy dość głośne, aby stałe się najgłośniejsze?

W 1915 r. powstał film „Narodziny narodu”. Reżyserowi zarzucano rasistowskie poglądy, sympatyzowanie z Ku Klux Klanem oraz przedstawianie Murzynów (ojej, czy to określenie nie jest zbyt kontrowersyjne?) w negatywnym świetle. W 2016 roku natomiast Nate Parker stworzył film o tym samym tytule. Ba, sam napisał do niego scenariusz, wyprodukował i zagrał główną rolę. W dodatku był to jego debiut reżyserski. Na festiwalu w Sundance film otrzymał główną nagrodę jury i nagrodę publiczności. „Narodziny narodu” wzbudziły kontrowersje nie bezpośrednio z filmowych powodów, np. pod względem dyskryminacji czy rasistowskich.

Parker umieścił w filmie fikcyjną scenę gwałtu, która wywołała burzę medialną, gdy ujawniono, że sam Parker został uniewinniony od zarzutu gwałtu jako student college’u w Penn State. Domniemana ofiara popełniła później samobójstwo, a siostra ofiary wypowiedziała się przeciwko przemocy w filmie jako „przerażającej i perwersyjnej”. No, ładnie nam się pan przedstawił przed milionami widzów, panie Parkerze.

Summa summarum to kontrowersje obyczajowe, ale rok byłby stracony, gdyby nie było w filmach tych bardziej dotyczących ras i nacji. Bezapelacyjnie. I nazbierała się całkiem spora gromadka. „Doktor Strange” Scotta Derricksona? Serio? Przedwieczny to Tybetańczyk z komiksu „Dr Strange”, ale w filmie rolę tę odgrywa brytyjska aktorka Tilda Swinton o dość specyficznej urodzie. Filmowi zarzucono whitewashing, czyli obsadzenie aktorów w rolach nie posiadających cech etnicznych postaci, które grają.

Wprawdzie scenarzyści i nawet dyrektor Marvel Studio, Kevin Feige, próbowali wyjaśniać, że było to zamierzone i przemyślane działanie, bo przedwieczni są rasowym stereotypem i raczej określeniem istot, to jednak sam reżyser pokajał się przed publicznością, stwierdzając, że był to zły wybór. – Azjaci są wybielani i stereotypowi w amerykańskim kinie od ponad wieku. Ludzie powinni być szaleni albo nic nie ulegnie zmianie. To, co zrobiłem, było mniejszym złem lub dwoma, ale wciąż było to zło – powiedział. Trudno odmówić mu logiki, nie? Zły reżyser, zły! Wracaj do budy!

Jezusie Nazareński, to jeszcze rok 2016, a tyle byłoby do omówienia – „Neonowy demon” Nicholasa Windinga Refna, „Nina” Cynthii Mort, „Bogowie Egiptu” Alexa Proyasa, gdzie nie grają żadni Egipcjanie. Żeby było śmieszniej, to w Chinach Chińczycy mieli zastrzeżenia, że główną rolę w „Wielkim murze” gra Mat Damon, który ratuje Państwo Środka. Biały, który ratuje Chiny. I to jest, kurde, skandal.

2017

Co roku filmy wywołują zamieszanie. Taki mamy klimat. W tym także pojawiło się wiele kontrowersji, których ludzi z jakichś powodów wzburzyło. Kto kogo obraził? Kto się poczuł dotknięty?

Zestawienie najgłośniejszych, najbardziej kontrowersyjnych filmów tego roku może otwierać „Matka!” Darrena Aronofsky’ego, ale to nie powinno dziwić, bo mowa o reżyserze „Requiem dla snu” i „Czarnego łabędzia”. Poza tym tematy religijne są zawsze drażliwe. „Mother!” to opowieść o pewnych mitach biblijnych w nowoczesnym, ale surrealistycznym kontekście. Dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami była sobie chatka, a w niej żyli szczęśliwie żona i mąż. Potem przybywają goście i cały misterny plan idzie, no wiadomo gdzie.

W domu wybucha przemoc. W jednej ze scen zostaje zamordowane i zkanibalizowane niemowlę. Jennifer Lawrence – często jest wstrząśnięta i zmieszana oraz wielokrotnie pokazywana, jak jest bita i kopana – przechodzi poważną traumę, zanim na końcu wyrwie dziecku serce. Aronofsky dążył do wyższego celu, ale wielu widzów postrzegało przemoc jako zbyt ekstremalną. Krytycy nie tyle przejmowali się przemocą, co jej bezcelowością. Czy Aronofsky kpi z Boga, czy z procesu twórczego, czy też z czegoś zupełnie innego? Plakat do filmu przedstawiający posiniaczoną twarz Lawrence’a był powszechnie krytykowany za stosowanie przemocy wobec kobiet w celu promowania filmu.

W tym roku powstał też „I Love You Daddy” Louisa CK. Filmowe dzieło było jednym z bardziej kontrowersyjnych filmów na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto ze względu na historię, w której 17-letnia dziewczyna (Chloe Grace Moretz) rozpoczyna związek ze znacznie starszym reżyserem (John Malkovich), który został oskarżony przez media o bycie pedofilem. Różnica wieku, która stanowi sedno historii początkowo nie zwracała takiej uwagi , jednak sytuacja się odwróciła po tym, jak Louis CK przyznał się do ekscesów seksualnych, które obejmowały mi.n. masturbację przed koleżankami z showbiznesu.

W rezultacie dystrybutor wycofał film z premiery zaledwie tydzień przed jego debiutem. „I Love You Daddy” nigdy nie doczekał się kinowej ani transmisji strumieniowej. Wprawdzie początkowo CK odpierał zarzuty, w końcu przyznał się do zachowania i wyraził skruchę. – „Nigdy nie pokazałem kobiecie mojego penisa bez uprzedniego zapytania. Władza, jaką miałem nad tymi kobietami, polega na tym, że mnie podziwiały. I dzierżyłem tę moc nieodpowiedzialnie – powiedział C.K. The Washington Post. Oczywiście, że się pokajał, ale może skoro one na to przyzwalały? Of course, but maybe.

Skoro mowa o kontrowersaliach seksualnych to „Jeepers Creepers 3” również wpisuje się w ten trend. Film wzbudził kontrowersje tylko dlatego, że wyreżyserował go Victor Salva, który został skazany w 1988 roku za molestowanie seksualne 12-letniej gwiazdy swojego filmu „Clownhouse”. Salva nagrał sexwideo i został również skazany za posiadanie komercyjnych kaset wideo i magazynów zawierających pornografię dziecięcą. To, że Salva byłby w stanie wyreżyserować i wypuścić nowy film, wywołało reakcję, tym bardziej, że Salva wspomniał o molestowaniu w swoim scenariuszu filmowym.

Skoro była mowa o „wybielaniu” to i „Ghost in the Shell” też ma coś na sumieniu. Paramount Pictures wiązało ogromne nadzieje z remake’em filmu „Ghost in the Shell” Ruperta Sandersa, ale produkcja warta 110 milionów dolarów została „zbombardowana” po „wybielającej kontrowersji” z udziałem Scarlett Johansson. Aktorka została obsadzona w roli głównej Motoko Kusanagi, która jest tradycyjnie animowana jako Japonka zarówno w serii mangi, na której oparty jest film, jak i w anime z 1995 roku. Johansson i twórcy filmu starali się, aby decyzja dotycząca obsady była uzasadniona, ponieważ postać Johannson jest cyborgiem, a zatem nie należy do określonej grupy etnicznej. Była to kiepska wymówka dla tego, co stało się jednym z najbardziej wyrazistych przykładów wybielania Hollywood w ostatniej dekadzie. Obsada Johanssona sprawiła, że dyskusja na temat wybielania znalazła się na pierwszym planie, a publiczność dostała gorączki. Białej, oczywiście. Ból głowy niewiele dał, bo to samo zrobiono z „Death Note”.

Wprawdzie można by skończyć ten rok, bo jest jeszcze kilka tytułów, które wywoływały kontrowersje, m.in. „Ogary miłości”„Na pokuszenie”„Split” czy nawet „To”, ale warto zatrzymać się przy „Pięknej i Bestii”. Wprawdzie to burza w szklance wody, ale skoro po raz pierwszy w takiej produkcji pojawia się postać homoseksualna, to nie może być inaczej. Gdy reżyser Bill Condon niewinnie wspomniał w jednym z wywiadów, że w filmie był „moment gejowski” (kiedy LeFou walczył ze Stanleyem), ugrupowania religijne dostały szewskiej pasji, ze względu na taką zmianę. Prezes „Gay & Lesbian Alliance Against Defamation (GLAAD) Sarah Kate Ellis pochwaliła tę decyzję. – To mały moment w filmie, ale jest to ogromny krok naprzód dla przemysłu filmowego – powiedziała mediom. – Zdania na ten temat są jak tyłki. Podzielone – stwierdziłby Harry Callahan.

2018

Po niektórych filmach zawsze pojawiają się kontrowersje. To pewne jak podatki. Może to działać na korzyść lub niekorzyść, zrujnować film lub wynieść go na piedestał. Wybielanie stało się tak częste, że w zasadzie przestało już budzić kontrowersje („Annihilation”). Ten rok nie jest inny, ale wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA miał też swoje odbicie w przemyśle filmowym.

Tony patriotyczne są zawsze delikatne u Amerykanów i nie inaczej było z „Pierwszym człowiekiem”. Reżyser Damien Chazelle zrezygnował z flagi, którą zostawił Neil Armstrong na Księżycu. Chazelle chciał skupić się na szczegółach, które nie były znane, stąd taka a nie inna decyzja. Patrioci byli zdegustowani, że amerykańskie gwiazdy i barwy nie łopoczą na Księżycu. A taki byłby ładny, amerykański.

Rok bez wątków o dyskryminacji rasowej jest rokiem straconym, dlatego Spike Lee wyreżyserował „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”, starając się wyjaśnić, jak niewiele zmieniła się Ameryka od lat 70., kiedy akcja toczy się na planie. Historia opowiada o czarnym funkcjonariuszu policji, który infiltruje Ku Klux Klan w Kolorado, podszywając się pod białego rekruta.

W tym filmie, gdy u władzy był Donald Trump wszystko w tym kontekście było kontrowersyjne – od tytułu, przez plakat, po historię, która wszystko zatacza koło. Sam reżyser też dolewał benzyny do ognia w wywiadach i w jednej ze scen w filmie, gdzie jeden z przywódców KKK David Duke pojawiają się na wiecu białych nacjonalistów w Charlottesville – gdzie naprawdę doszło do tragedii po tym jak James Alex Fields Jr celowo wjechał swoim samochodem w tłum ludzi- w stanie Wirginia w 2017 roku.

Wśród tytułów kontrowersyjnych i dość głośnych można też znaleźć „Dom, który zbudował Jack” Larsa von Triera. Dzieło wywołało wiele protestów na światowej premierze festiwalu w Cannes. Chociaż wielu krytyków po latach zaprzeczy temu faktowi, to początkowo „Jacka” określano jako najbardziej kontrowersyjny film 2018 roku. Ale film o seryjnym zabójcy nie może nie być kontrowersyjny, nie? Szczególnie, gdy gra go Matt Dillon. To tak, jakby masturbować się ręką bez kciuka. W jednej ze scen główny bohater wyjeżdża na polowanie z kobietą i jej dziećmi. Tyle, że zwierzyną są nie jelenie i sarenki, a właśnie dwóch małoletnich chłopców i kobieta. Dodajmy do tego akty przemocy popełnione na kobietach (jednej obcina pierś) oraz obcięcie nóg kaczce. PETA wyjaśniała, że zostało to zrobione rekwizytem, a nie prawdziwym zwierzęciem.

Panie reżyserze, panie reżyserze, ten piesek będzie dobry do spalenia, żeby leżeć spalony w chacie?! Jak to ten piesek spalony? No, uśpi się go, opali trochę, i położy do ujęcia w spalonej chacie. Spierpapier, bo ciebie zaraz uśpię, każę uśpić, opalić i położyć do ujęcia. Wszyscy wielcy humaniści, kurde jego mać, a skąd ja wezmę spalonego psa? Swojego mam spalić?

Wśród nieco mniejszych kontrowersji znalazł się także „The Predator” Shane’a Blacka. Film dość nieoczekiwanie zasłużył na to miano, kiedy aktorka Olivia Munn wystąpiła tuż przed premierą filmu, aby ujawnić, że Black pozwolił swojemu przyjacielowi Stevenowi Wilderowi Striegelowi zagrać niewielką rolę, mimo wiedzy, że Striegel jest zarejestrowanym przestępcą seksualnym. Striegel przyznał się do „zwabienia nieletniej przez komputer” w 2010 roku po próbie nawiązania internetowego związku z 14-letnią dziewczynką. Munn upubliczniła historię Striegela i zamieniła premierę „Predatora” w medialny cyrk. Pomimo historii Striegela jako przestępcy seksualnego, Black obsadził go w małych rolach w „The Nice Guys”, „Iron Man 3” i „The Predator”. I o to chodzi, trzeba kolekcjonować mocne wrażenia.

2019

– Uff, jeszcze 2 lata – pomyślałby Steven Wilder Striegel swego czasu. W zasadzie to kolejny rok, gdy Netflix jest tak strasznie ekspansywny w swoich produkcjach, że strach się bać, aby zajrzeć do lodówki. Bo można się udławić „poprawnością społeczno-rasowo-obyczajową”. Tą z rodzaju tych nachalnych. W każdym razie nie grzebmy w śmietniku i zajmijmy się długometrażowym mainstreamem.

„Polowanie”(„The Hunt”) Craiga Zobela został wycofany z kinowej premiery przez Universal z powodu dwóch odrębnych kontrowersji. Po pierwsze kampania promocyjna filmu musiała zostać zawieszona przez studio po masowych strzelaninach w Dayton w Ohio i El Paso w Teksasie. W następstwie masowej przemocy wielu krytyków zastanawiało się czy „Polowanie” może mieć negatywny wpływ ze względu na przemoc z użyciem broni palnej.

Druga kontrowersja dotyczyła fabuły filmu, którą zwiastun przedstawił jako bitwę między „elitami” a niczego nie podejrzewającymi Amerykanami, którzy są uprowadzani i na których się poluje jak na zwierzęta. Ta kontrowersja stała się ogólnokrajową burzą po tym, jak „The Hollywood Reporter” ujawnił, że scenariusz określa ściganych jako „żałosnych”, słowa, którego Hillary Clinton niesławnie używała do opisania zwolenników Trumpa. Konserwatyści zaatakowali „Polowanie”, a Donald Trump nawet przemówił i nazwał film „bardzo niebezpiecznym dla kraju”. Tak, to ten, który przed wyborami prezydenckimi powiedział, że „Skoro Hillary nie potrafi zaspokoić męża, to jakim cudem zaspokoi Amerykę?”.

W przypadku „Jokera” można by zapytać czy w tej dekadzie nie było bardziej kontrowersyjnego filmu. Komiksowy dramat zrewidowany przez Todda Phillipsa i Joaquina Phoenixa zwrócił uwagę, zdobywając Złotego Lwa na Festiwalu Filmowym w Wenecji, a potem przetrwał wielomiesięczne kontrowersje dotyczące przedstawienia postaci Jokera i przemocy. Podczas gdy Phillips utrzymywał, że pokazanie krwawych konsekwencji przemocy jest ważne – zasugerował, że filmy PEGI-13 wyrządzają więcej szkód, pokazując bezkrwawe masakry – wielu krytyków zastanawiało się, czy „Joker” zachęciłby widzów do samodzielnego popełniania aktów przemocy. Niektórzy potępili „Jokera” jako nieodpowiedzialnego ze względu na sposób, w jaki wzbudza on współczucie dla głównego bohatera. Jeden pokaz filmu w Los Angeles został odwołany w weekend z powodu uzasadnionego zagrożenia. Ostatecznie „Joker” przezwyciężył obawy przed premierą i zarobił ponad 1 miliard dolarów w światowych kasach.

Natomiast w tym roku ma ciąg dalszy filmu, którego pierwsza część ukazała się 2 lata wcześniej. „Mektoub. Moja miłość” Abdellatifa Kechiche’a to kolejne odważne dzieło po „Życiu Adeli”. Obie części „Mektoub” wywołały kontrowersje dotyczące męskiego spojrzenia, który skłonił aktorki do zamieszczenia określonych ujęć ich ciał. Podobnie jak „Życie Adeli”, „Mektoub” przedstawił kilka scen seksualnych – jedna scena seksu oralnego trwa prawie 15 minut – i nie wszystkie z nich zostały rzekomo wykonane za zgodą. Aktorzy mieli wykonywać też niesymulowane sceny seksu, będąc pod wpływem alkoholu. Żaden z filmów „Mektoub” nie został wydany w USA.

„Podsumowaniem” roku mógłby być „Midsommar”, tylko dlaczego noc świętojańska do jasnej cholery odbywa się w czerwcu, a nie pod koniec roku!? Kontrowersje wokół filmu dotyczyły lekceważenia szwedzkiej kultury, zmieniając tradycje szwedzkiej Sobótki w coś przerażającego dla amerykańskich widzów. Ze strony szwedzkiej pojawiły się opinie, że film utrudniłby turystykę. Inni zarzucali, że horrory nie mają mocy oddzielania faktów od fikcji ani przekształcania rodzinnego festiwalu w kultowy rytuał. Reżyser Ari Aster żartobliwie nazwał film „Czarnoksiężnikiem z krainy Oz dla zboczeńców”, ale dla niektórych ludzi to nie był żart.

2020

Grande finale. Była mowa o Netflixie? Nie nazywajmy szamba perfumerią. Bez wątpienia najbardziej kontrowersyjny film roku to „Gwiazdeczki” („Cuties”). który wywołał medialne oburzenie. Francuski film opowiada o młodszej córce senegalskich imigrantów, która dorastając na przedmieściach Paryża, usiłuje znaleźć swoje miejsce. Ale zawiera sceny sugestywnie tańczących dziewcząt w małych strojach, a wielu oskarżyło film o seksualizację nieletnich. – Widok kręcących się ciał preteen ma na celu zaszokowanie dojrzałych widzów do kontemplacji dzisiejszego zniszczenia niewinności – pisała krytyk Fionnuala Halligan w „Screen Daily”. Może i film został źle zrozumiany, ale to, jak został zaprezentowany publiczności, nie pomogło. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę? Netflix ma swoje chamskie metody i jak państwo widzą skuteczne.

PKU

Kilka horrorów na dobry, straszny wieczór!

horror-plener

Filmy z gatunku horror oferują coś niesamowitego – oglądamy je, ponieważ chcemy odczuwać strach i niepokój. A przy tym dobrze się bawić, samemu lub ze znajomymi. Chociaż internet pełen jest tego typu filmów, trzeba umieć wyłuskać naprawdę dobrze nakręcone horrory, które częściej wywołają gęsią skórkę niż salwy śmiechu. Oto kilka z nich:

Naznaczony (Insidious)

Ciężki film z 2010 roku w pierwszym momencie wydaje się być znaną kliszą – otóż rodzina wprowadza się do nowego domu, w którym dzieją się dziwne rzeczy. Co odróżnia ten film od pozostałych, to niepowtarzalny klimat rodem z takich klasyków jak „Egzorcysta” czy „Omen”. Fabuła opiera się na wypadku, jakiemu ulega jeden z synów małżeństwa, po którym zapada w nieokreśloną śpiączkę. Duchy znajdujące się w przybytku coraz bardziej nękają pozostałych członków rodziny, a o duszę nieprzytomnego chłopca zażarcie walczy najpotężniejszy z nich, który jeszcze przed przeprowadzką mieszał się w interes bohaterów.

Fantastyczna rola Patricka Wilsona i Lin Shaye, znanych aktorów z mrocznej strefy kinematografii, przejmujące ujęcia i muzyka, która przez cały film będzie utrzymywała gęsią skórkę u widza.

1408

Stephen King wniósł mnóstwo do kultury związanej z odczuwaniem lęku i niepokoju. Niestety, w większości przypadków adaptacje jego filmów nie wywoływały już podobnych odczuć. Film 1408 jest jednak wyjątkiem – świetnie nakręcony, z dobrą obsadą i klimatem osamotnienia, który zaskakująco dobrze wpływa na widza.

John Cusack w roli Mike’a Enslina gra rolę pisarza powieści o zjawiskach paranormalnych. W pewnym momencie dostaje informacje o pokoju w hotelu, w którym dzieją się niewyjaśnione rzeczy, a obsługa stara się go nie sprzątać dłużej niż potrzeba, zawsze przy otwartych drzwiach. Po dłuższych negocjacjach z Samuel’em L. Jackson’em, dostaje szansę na spędzenie nocy w pokoju. Pytanie, czy duchy przeszłości umożliwią mu pozostanie tam przez chociaż godzinę…

W większości jest to film jednego aktora, w roli którego Cusack odnalazł się bardzo dobrze. Klaustrofobiczne otoczenie i mary widziane kątem oka z pewnością wywołają gęsią skórkę u oglądającego.

Jeździec bez głowy (Sleepy Hollow)

Choć dla wprawnego widza nie jest szczególnie przerażającym horrorem, Jeździec bez głowy z 1999 roku to kawał dobrego kina. W roli głównej niesamowity Johnny Deep jako nowojorski policjant wybywa na prowincję, aby rozwiązać zagadkę dziwnych morderstw popełnianych przez legendarnego jeźdźca bez głowy.

Film starej daty nie wywołuje już takich emocji jak nowsze ekranizacje, dlatego jest świetną produkcją na start wieczoru z horrorami. Na pewno na plus jest tutaj mroczny, wręcz książkowy klimat, charakterystyczny dla większości produkcji Tima Burtona.
Pozostała obsada również zasługuje na poklask, m.in. Christopher Walken w roli Jeźdźca i Christina Ricci, która doskonale odnalazła się w roli prawej ręki Deep’a.

To tylko kilka przykładów naprawdę dobrych filmów, wpasowujących się w klimaty horroru. Warto jest poszukać czegoś na własną rękę, a baza filmweb’u to dobre źródło filmów z ocenami widzów, które w większości przypadków odpowiadają rzeczywistym opiniom.

KMI

Diuna – co wiemy o długo wyczekiwanej premierze?

diuna wizualizacja pustyni

„Diuna” to powieść napisana w latach 60 XX wieku przez amerykańskiego pisarza, Franka Herberta. Jest to cały cykl książek, znanych niemal każdemu, chociażby tylko z nazwy. Określany jako arcydzieło literatury światowej swojego gatunku. Pomimo już swojej pół wiecznej historii, wciąż zachwyca coraz to nowsze pokolenia dzięki niezwykłemu światu i postaciach, które stworzył Herbert. „Diuna” doczekała się już jednej ekranizacji w roku 1984, jednak w ciągu tych niemal czterdziestu lat kinematografia przeszła ogromne zmiany i nadszedł czas na nowy remake, którego podjąć postanowił się Denis Villeneuve. Często zdarza się, że adaptacje filmowe, delikatnie mówiąc, nie sięgają do pięt pierwowzorom, więc i w tym wypadku pojawia się pytanie – czy warto podejmować próbę na sfilmowanie – ponowne – tak niezwykłej serii jaką jest „Diuna”? Przyjrzyjmy się więc kilku elementom, które dają nadzieję, że będzie to na prawdę świetne widowisko.

Gwiazdorska obsada

Nie dość, że za reżyserskimi sterami zasiada jeden z lepszych reżyserów światowej fantastyki naukowej – Denis Villeneuve, znany z takich tytułów jak „Łowca Androidów 2049” czy „Pogorzelisko”, to współtworzył scenariusz z Erickiem Rothem – amerykańskim scenarzystą, pracującym przy takim superprodukcjach jak „Narodziny gwiazdy” albo „Forrest Gump”. A to wciąż nie koniec znanych nazwisk. W roli głównej zobaczymy Timothee Chalamet’a – młodego, 24-letniego aspirującego aktora, który ma już na swoim koncie nominacje do Oscara i dwie do Złotego Globu za występ w „Tamte dni, tamte noce”. Oprócz niego na ekranie pojawi się Rebecca Ferguson, którą podziwialiśmy w „Królu Rozrywki” a w 2021 roku zagra w najnowszej części „Mission Impossible”. Fanów serialu zachwyci występ Jasona Mamoa, znanego z roli khala Drogo w megaprodukcji „Gra o tron”, albo inaczej mówiąc – Aquaman’a. Wymieniając aktorów nie można również zapomnieć o kolejnej wschodzącej gwieździe, która ostatnimi laty święci coraz mocniej – mowa tu o Zendayi, która zagra wybrankę protagonisty.

Co wiemy o fabule i czy sprosta oryginałowi?

Obsada zapowiada się iście fenomenalnie, lecz co możemy powiedzieć o samym filmie?

Zwiastuny nie zaprezentowały za wiele z fabuły – ale wystarczająco, żeby zaciekawić tych, którzy nie znają oryginalnej historii i wzbudzić ogromne nadzieję wśród fanów. Co więcej, Villeneuve nie planuje popełnić błędu, który zrobił Lynch w filmie z 1984 i planuje podzielić pierwszy tom książki na dwa filmy. Zyska tym samym o wiele więcej czasu, dając tym samym nadzieję na ciekawe zawiązanie fabuły i da możliwość na zapoznanie się z bohaterami.

Patrząc na zwiastuny krążące po internecie, nie sposób nie zwrócić uwagi na efekty specjalne, które prezentują się wręcz przepięknie. Wystarczy przyjrzeć się prezentacji czerwia z ostatnich chwil trailera, by zachwycić się tym, co film będzie miał do zaoferowania w tej kwestii. 

Zatem, odpowiadając na pytanie, czy film sprosta oryginałowi? Jest na to bardzo duża szansa. Oczywiście nie dowiemy się tego na pewno aż do premiery, jednak po sieci już krążą głosy o rozmachu z jakim jest kręcona produkcja, i o tym że może być to film, który ponownie zrewolucjonizuje kinematografię.

BBI

Odszedł Wojciech Pszoniak – przypominamy wyjątkowe role znakomitego artysty

Pol’and’Rock Wojciech Pszoniak

19 października polskie i francuskie media obiegła smutna wieść o śmierci niesamowitego aktora jakim był Wojciech Pszoniak. Znany z ponad 100 filmów, gdzie występował u takich reżyserów jak Andrzej Wajda czy Agnieszka Holland w dziełach podziwianych na całym świecie. Ponadto grał w wielu spektaklach teatralnych, zarówno na terenach Polski jak i Francji, a na naszych ziemiach uznawany za jednego z najlepszych aktorów scenicznych, wymawianym jednym tchem z Piotrem Fronczewskim i Andrzejem Sewerynem.

Jego śmierć zadała poważny cios polskiej ale i światowej sztuce filmowej. Żeby uczcić więc jego pamięć, przypomnijmy sobie jego największe role.

Wojciech Pszoniak na deskach teatralnych

Ukończył PWST w 1968 i to właśnie z Krakowem wiązał swój początek przygody aktora oraz z reżyserem Konradem Swinarskim, dzięki któremu, jak sam mówił, zawdzięcza swoją karierę jako aktor. Przez kolejne sześć lat występował na deskach Teatru Starego, gdzie już wtedy objawiał charakterystyczną dla siebie energię i dominację na scenie. W 1971 roku po raz pierwszy zagrał u Wajdy role w spektaklu opartym na twórczości Fiodora Dostojewskiego a już w 1975 odegrał niezwykle ważną w swojej karierze rolę w „Sprawie Dantona„, którą potem miał odtworzyć na wielkim ekranie. I wtedy też ponownie zachwycił, rezygnując ze swojej zwyczajowej energii, lecz przedstawił swoją postać jako chłodną i wyrafinowaną. Kolejne lata w Warszawie owocowały rolami w takich przedstawieniach jak „Lot nad kukułczym gniazdem” i „Zemsta„.

Lata 80. były dla Pszoniaka nowym rozdziałem, gdy zaczął pracować z zagranicznymi teatrami i wyprowadzając się na stałe do Francji. Tam grał w spektaklach tj. „Sklep na rogu ulicy” czy „Notturno„, które przyniosły mu nominacje do prestiżowych nagród. Na szczęście dla nas jednak często występował gościnnie w Polsce, partnerując m.in. Krystynie Jandzie w Teatrze Studio. Był także związany z Teatrem Polskim i Syreną.

Współpraca filmowa z Wajdą i innymi wybitnymi reżyserami

Pomimo, że Wojciech Pszoniak występował z wieloma niesamowitymi twórcami, to granie u boku Andrzeja Wajdy zapewniło mu rozgłos, sławę i status wybitnego aktora. W Polsce najbardziej znanym wspólnym ich dziełem jest kultowa już wręcz, niejednokrotnie określana arcydziełem „Ziemia obiecana„. Co niezwykłe, jego interpretacja postaci Moryca Welta znacznie różniła się od tej, zaprezentowanej przez autora książki – tym samym pozbawionej elementu antysemickiego, będąca znacznie bardziej nowoczesna i przedstawiająca piękną historię przyjaźni.

Kolejną rewelacyjną kreacje pokazał nam w dziele „Dantona„, gdzie przy boku m.in. Gerarda Depardieu, która uważana jest przez francuzów za najlepszą jego rolę. Jego niezwykła ekspresja i umiejętność wchodzenia w rolę zaowocowała dla niego nagrodą festiwalu filmowego w Montrealu.

Za co go zapamiętamy?

Niemal wszyscy, którzy mieli zaszczyt z nim pracować, wypowiadali się o Pszoniaku jako o osobie niezwykle charyzmatycznej, radosnej i przyjacielskiej. Dla nas, pozostanie on fenomenalnym aktorem, który wyniósł te sztukę na inny poziom i dzielił się tą wiedzą z innymi. Jego ekspresyjna, żywiołowa, pełna energii i serdeczności gra zostanie zapamiętana na bardzo długo jako ta, która ukształtowała polskie aktorstwo powojenne.

BBI

Dziki Zachód i kino. Dlaczego dziś nie kręci się westernów?

krajobraz westernowy

Kiedyś rządził kinem i był najpopularniejszym gatunkiem komercyjnym uwielbianym przez miliony widzów. Dzisiaj pozostaje echem przeszłości i nieco zapomnianym epizodem w historii kinematografii. Western, bo o nim mowa, przeszedł długą drogę, która zakończyła się w latach 90 ostatnim wybitnym przedstawicielem tego gatunku, czyli Bez przebaczenia (1992, reż. Clint Eastwood). Skąd wzięła się ogromna popularność Dzikiego Zachodu na srebrnym ekranie? Dlaczego w dzisiejszych czasach (prawie) nie kręci się już westernów?

Dobro, zło i rewolwery, czyli krótka historia westernu

Western powstał w pierwszej połowie XIX wieku jako gatunek literacki. Jego źródła leża w twórczości Jamesa Coopera opisującego przygody Sokolego Oka, a także w nieco późniejszej, popularnej w Polsce serii o Winnetou oraz Old Shatterhandzie autorstwa niemieckiego pisarza Karola Maya. Od samego początku westerny były prostymi opowieściami o przygodowym charakterze, nastawionymi przede wszystkim na dostarczanie rozrywki. Dlatego właśnie wraz z narodzinami kina twórcy filmowi pokochali Dziki Zachód – adaptacje pierwszych westernów nie wymagały zbyt wielkiego budżetu, a przedwojenna widownia doskonale odnajdywała się w niuansach gatunku dzięki znajomości literackich westernów. W taki właśnie sposób kowboje, szeryfowie i Indianie wkroczyli na kinowe ekrany, a odwiecznym atrybutem filmowego Dzikiego Zachodu stał się srebrny, błyszczący rewolwer oraz dzierżący go dżentelmen w kapeluszu. Co ciekawe, z początku amerykańska cenzura w rygorystyczny sposób podchodziła do westernów, a ich twórcy musieli „propagować dobre wzorce”. Innymi słowy, ówczesne westerny stały się sposobem na edukowanie „mas” i propagowanie walki dobra (np. szeryfów, kowbojów) ze złem (bandyci, Indianie). Schyłkowym osiągnięciem tego nurtu westernu jest Dyliżans (1939, reż. John Ford), w którym załoga i pasażerowie tytułowego pojazdu odpierali ataki krwiożerczych Indian.

Złote lata westernu i upadek gatunku

Złota era westernu zaczęła się w latach 60., w których powstał tzw. spaghetti western, czyli kręcony we Włoszech podgatunek westernu odchodzący od klarownego podziału na dobrych i złych. Jego twórcą był słynny Sergio Leone, a najbardziej znaną gwiazdą tworzący do dzisiaj Clint Eastwood. Poważniejsze podejście do westernu nie spodobało się jednak wszystkim widzom, a zyskujące na popularności w latach 70 kino policyjne zaczęła przyciągać coraz większą publiczność. Brak wpływów z biletów sprawił, że od lat 80 coraz mniej amerykańskich wytwórni decydowało się na kręcenie filmów o Dzikim Zachodzie. Dlatego właśnie wówczas stał się popularny antywestern (np. wspomniane już Bez przebaczenia), w których twórcy doprowadzali do ekstremum motywy charakterystyczne dla gatunku i całkowicie odeszli od podziału na dobro i zło. To realistyczne podejście zburzyło w widowni poczucie wyjątkowości westernu, a zarazem uwypukliło naiwność klasycznych westernów. Dzisiaj, pod koniec drugiej dekady XXI wieku, westerny są niezwykle rzadkim widokiem i w większości stanowią mniej lub bardziej eksperymentalne połączenie kilku gatunków (np. western i SF w Mrocznej Wieży).

TBO

Filmy i seriale o superbohaterach w 2020 roku – na które produkcje warto czekać?

superbohaterowie

W ciągu ostatnich dwóch dekad filmy o superbohaterach zdążyły stać się jednymi z najpopularniejszych i najbardziej kasowych produkcji. Ten specyficzny gatunek filmowy, którego jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie traktował poważnie, obecnie jest ważnym elementem historii kina. U progu lat 20. XXI wieku zarówno filmy, jak i seriale o superbohaterach stały się dominującą siłą w świecie popkultury. Jak łatwo się domyślić, rok 2020 pójdzie w ślady swoich poprzedników i będzie obfitował w ciekawe produkcje o tematyce superbohaterskiej, tak na małym, jak i dużym ekranie. 

Co w świecie Marvela?

Kinowe uniwersum Marvel Cinematic Universe przeszło długą drogę, odkąd w 2008 roku rozpoczął je film Iron Man z Robertem Downeyem Jr. Kulminacją tej podróży był, mający swoją premierę w 2019, Avengers: Koniec Gry, który zakończył Trzecią Fazę uniwersum oraz domknął cały jego dotychczasowy dorobek. Jasnym jest, że po tym znaczącym kroku projekt może teraz pójść w o wiele bardziej odważne i nieprzewidywalne kierunki niż wcześniej. Twórcy z Marvel Studios ani przez chwilę nie próżnowali, w związku z czym znane są już nie tylko tytuły filmów, jakie ukażą się w bieżącym roku, ale też towarzyszących im seriali. I tak, swoją premierę na platformie Disney+ będą miały: The Falcon and the Winter Soldier, opowiadający o przygodach dwóch tytułowych członków drużyny Avengers, WandaVision skupiający się na granej przez Elizabeth Olsen bohaterce Scarlet Witch, oraz Loki, opowiadający o losach alternatywnej wersji tytułowego bohatera, którą widzieliśmy kradnącą Tesserakt w Końcu Gry.

Jeśli zaś chodzi o produkcje kinowe, MCU wyda w 2020 dwa filmy: w maju swoją premierę będzie mieć Czarna Wdowa, śledząca losy bohaterki granej przez Scarlett Johansson po wydarzeniach znanych z Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów. Wyrusza ona do Rosji, by spotkać się ze swą dawną rodziną i wspólnie stawić czoła złowrogiemu zabójcy. Listopad natomiast należeć będzie do Eternals – produkcja ta opowie o rasie potężnych kosmicznych wojowników. W obsadzie są takie gwiazdy jak Angelina Jolie czy Salma Hayek.

Odważnie w świat komiksów Marvela wejdzie również Sony Pictures. Już w lipcu premierę będzie miał Morbius – opowieść o naukowcu, który wskutek nieudanego eksperymentu zmienia się w wampira. W głównej roli zobaczymy Jareda Leto, a w obsadzie jest również, znany ze Spider-Man: Homecoming, Michael Keaton. W październiku zobaczymy zaś Venoma 2, kontynuację popularnej produkcji z Tomem Hardym.

Nie można też zapominać o New Mutants – produkcji z uniwersum X-men, która na swoją premierę czekała aż dwa lata. 

Co przygotowuje DC?

Druga spośród największych marek komiksowych również ma bogate plany na rok 2020. W lutym na ekrany kin weszły Ptaki Nocy – historia o dalszych losach granej przez Margot Robbie Harley Quinn, którą znamy z Legionu Samobójców. Połączy ona siły z kilkoma innymi niepokornymi bohaterkami, by pokonać groźnego przestępcę, Czarną Maskę (w tej roli Ewan McGregor). Czerwiec to natomiast miesiąc premiery Wonder Woman 1984 – kontynuacji udanego filmu z Gal Gadot. W produkcji tej DC oraz Warner Bros. pokładają zapewne największe nadzieje, jeśli chodzi o potencjalny zysk w 2020 roku.

Jak widać, fani komiksowych widowisk mogą z dużą nadzieją patrzeć na nadchodzące miesiące. Przyniosą one wiele różnorodnych produkcji, dzięki czemu każdy entuzjasta kinowej rozrywki będzie mógł znaleźć coś dla siebie. Gatunek superbohaterski z pewnością będzie prężnie rozwijać się dalej, ku ogólnej satysfakcji swoich licznych fanów.

AMA

Kolejna część kultowego, polskiego filmu coraz bliżej! Co wiadomo o produkcji Psy 3. W imię zasad?

PSY 3 - plakat
„Psy” to cykl filmów Władysława Pasikowskiego, które po latach przeszły do kanonu klasyki polskiego kina. Główny bohater, Franz Maurer, grany przez Bogusława Lindę stał się na przestrzeni lat postacią ikoniczną, a kultowe cytaty z filmu powtarzane były tyle razy, że weszły do języka potocznego. W najbliższym czasie znowu będziemy mogli śledzić poczynania porucznika Maurera w sali kinowej. Dowiedz się co wiadomo o najnowszej produkcji Władysława Pasikowskiego – „Psy 3. W imię zasad”.

Co wiadomo o produkcji?

Szczegóły powstawania filmu owiane są tajemnicą. Zarówno o fabule filmu, jak i o kulisach produkcji wiadomo do tej pory stosunkowo niewiele. Premiera została zaplanowana na 17 stycznia 2020 roku. Zarówno za scenariusz, jak i reżyserię filmu po raz kolejny odpowiada twórca cyklu, Władysław Pasikowski. Na ekranie ponownie zobaczymy Bogusława Lindę w roli byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, Franza Maurera. Pojawi się także grany przez Cezarego Pazurę policjant Waldemar Morawiec. W produkcji wzięli udział także tacy aktorzy jak Arkadiusz Jakubik czy Eryk Lubos. W roli głównego protagonisty bohaterów zobaczymy zaś Marcina Dorocińskiego. 

Producentem filmu jest Klaudiusz Frydrych, który współpracował już z Władysławem Pasikowskim przy takich produkcjach jak „Jack Strong”. Za zdjęcia odpowiada Maciej Lisicki, a autorem montażu jest Jarosław Kamiński, który pracował przy takich hitach jak doskonale przyjęta za granicami Polski „Zimna Wojna”. 

Czego dotyczy fabuła nowych „Psów”?

W nowej odsłonie kultowego cyklu po raz kolejny spotykamy Franza Maurera, który po dwudziestu pięciu latach opuszcza więzienie. Tym samym trafia w realia kraju, który nie przypomina już w żaden sposób tego, który zostawił za sobą ćwierć wieku temu. Na wolności czeka na niego Waldemar „Nowy” Morawiec, który po utracie jednego z palców jest inwalidą trzeciego stopnia. Jak bohaterowie odnajdą się w nowej rzeczywistości przekonamy się już w styczniu. Tymczasem wiadomo tyle, że fabuła „Psów 3. W imię zasad” jest jedną z najbardziej strzeżonych tajemnic tego roku. 

Oczekiwania i powroty

Pracujący na planie aktorzy zgodnie twierdzą, że powrót do kultowej produkcji jest dla nich niesamowitym przeżyciem i doskonałą zabawą. Zestawienie oryginalnej obsady z najzdolniejszymi aktorami młodego pokolenia to doskonały zabieg i niemal gwarantowany przepis na sukces. Na premierę filmu z niecierpliwością oczekują widzowie, dla których cykl filmów Pasikowskiego stał się nieodłącznym elementem polskiej kinematografii i polskiej popkultury. Zważywszy na renomę dwóch pierwszych części, nowe „Psy” oczekiwane są nie tylko z niecierpliwością, ale także z całą masą oczekiwań. Czy twórcom uda  się przenieść niepowtarzalny klimat filmów, które ujrzały światło dzienne na początku lat dziewięćdziesiątych do współczesności? O tym przekonamy się już w styczniu. Doskonała produkcja i gwiazdorska obsada sugerują, że możemy spodziewać się kawałka naprawdę dobrego kina gangsterskiego, które oparte będzie nie tylko na nostalgii. 

PSY 3 - plakat
Na ekranie ponownie zobaczymy Bogusława Lindę w roli byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, Franza Maurera | fot.: materiał partnera zewnętrznego

MDZ